Światowe Centrum Ekorozwoju Osiedle Ogrody 17A m. 9 27-400 Ostrowiec Świętokrzyski | Pomoc

O FUNDACJI

Fundacja Światowe Centrum Ekorozwoju pokazuje jak dzięki ochronie środowiska

czytaj więcej...

ZMIANA FORMUŁY POKAZÓW

Uprzejmie informujemy, że od nowego roku zmieniamy formułę organizowanych

czytaj więcej...

NOWE PODEJŚCIE DO OCHRONY ŚRODOWISKA

Dotychczasowe formy promowania

czytaj więcej...

  • gmo-nie-przeszlo.jpg
  • pokaz_na_osiedlu_kuznia.jpg

polecane

Witamy serdecznie na stronie Fundacji Światowe Centrum Ekorozwoju


WARTOŚĆ PRZYRODY I POWINNOŚCI MORALNE WZGLĘDEM NIEJ W RELIGII KATOLICKIEJ

Zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest się pogodzić z koniecznością przemiany profilu własnego biznesu rolniczego, z ograniczeniem swojej dotychczasowej konsumpcji czy choćby z dodatkowym nakładem środków, aby wytyczyć nowo planowaną autostradę lub rurociąg dłuższym szlakiem, ale za to omijającym jakże cenną puszczę, w której jeszcze żyje swym własnym naturalnym biegiem rzeczy dzika zwierzyna.

Może dla większości z nas taka logika wydaje się absurdalna, jednak statystyki brzmią nieubłaganie ponuro. Z przyczyn działalności ludzkiej na świecie wymiera co roku bezpowrotnie 20 gatunków żywych istot. Na terenach Anglii, Niemiec, Francji i Włoch procent zagrożonych gatunków ptaków sięga od 28 do 43%, a w Polsce 14%. Warto dodać, że w Europie odsetek zagrożonych gatunków ssaków, czyli takich, których przeżycie w obecnych warunkach jest mało prawdopodobne, wynosi około 40 %. To szokująca liczba! Moralna ocena tego faktu jest jakościowo inna, niż zabijanie poszczególnych indywiduów.

Czym innym jest zadawanie śmierci, a czym innym położenie kresu narodzinom. Wymarłe gatunki żyły miliony lat, a teraz już się nigdy nie odrodzą. Jest to wielki cios zadany przez człowieka zjawisku życia.
Często rodzi się pytanie, nie tylko wśród katolików, czy wiara chrześcijańska w jakikolwiek sposób określa nasze moralne zobowiązania w stosunku do pozaludzkich istot

Czy w świetle religii człowiek ma prawo do tak bezwzględnej eksterminacji bytów nieosobowych, tylko dlatego, że pragnie on lepiej i pełniej zaspokajać swoje własne konsumpcyjne coraz to nowe nawyki Czy wreszcie religia katolicka uprawnia nas do patrzenia na cały świat i wszelkie mieszkające w nim istoty jako na scenę jedynie naszego dramatu istnienia Czy tylko nasz gatunek, z racji przypisanej mu przez zachodnią tradycję filozoficzną rozumności, jest zaszczycony możliwością kontaktu i dialogu z Bogiem I czy Stwórca miłuje jedynie istoty ludzkie spośród wszystkich innych swoich stworzeń na całej planecie

Ukształtowany w nowożytności dominujący światopogląd, charakterystyczny dla cywilizacji Zachodu jest antropocentryczny, urzeczowia świat istot żywych i nie sprzyja, aby móc go objąć empatią. Znajdujemy się w stanie złudnego poczucia niezależności od przyrody, naszego z niej wyobcowania. Być może tego rodzaju alienacja (której nie lekceważy papież Polak w encyklice Redemptor hominis, p.15.), rodzi nasze gladiatorskie ustosunkowanie do natury. Bo skoro mamy mylne poczucie uniezależnienia się od niej i przestaliśmy przeżywać jej piękno, sens, to dla wielu zdaje się ona być jakimś dodatkiem do życia, staje się w końcu niepotrzebna, jeśli tylko nie może zostać wykorzystana gospodarczo, czy choćby dla rekreacji. A to implikuje już dobrze znane w opłakanych skutkach nasze działania w świcie przyrody.

Do tak uformowanego stanu świadomości przyczyniają się w dużym stopniu fałszywe przeświadczenia natury religijnej. Wielu ludzi, z którymi mam do czynienia (raczej nie są to ateiści), jednoznacznie uważa, iż pojęcia: RELIGIA, BÓG, DUSZA, ZBAWIENIE, w żaden sposób nie mogą odnosić się do świata zwierząt, ich zaś łączenie jest nie tylko czymś niestosownym, ale nawet grzesznym. Bardzo często osoby odpowiedzialne za kształtowanie życia społeczno-gospodarczego, którzy w swych programach odwołują się do chrześcijańskiego etosu, jeśli chodzi o kwestie moralnego ustosunkowania się do bytów nieosobowych, w niczym nie odbiegają od swoich kolegów wykazujących przeciwne orientacje ideowe. Na tym polu istnieje zadziwiająca zbieżność światopoglądów.

W antropocentryzmie powinności ludzkie względem naturalnego środowiska tracą charakter moralny, w przypadku gdy ich jedynym adresatem jest świat przyrody. Ostatecznie zobowiązania moralne mamy tylko wobec gatunku ludzkiego, przez co nie mamy obowiązku popierać lub bronić dobra istot pozaludzkich niezależnie od tego faktu. To osoba ludzka stanowi kryterium dla przysługiwania jakiemuś bytowi dobra.
Do tej konwencji zaklasyfikować można fragment orędzia Jana Pawła II na XXXII Światowy Dzień Pokoju (1 styczeń 1999r.). Zgodnie z nim, uznanie zasady, że najważniejszym motywem troski o środowisko jest dobro samego człowieka, to najpewniejsza gwarancja ochrony stworzenia; w ten sposób bowiem zostaje pobudzona odpowiedzialność każdego człowieka za zasoby naturalne i za ich rozumne wykorzystanie. Warto zauważyć, iż użyty tu zwrot - najważniejszym motywem nie oznacza jedynym. Owa argumentacja najdobitniej przemawia do olbrzymiej większości obywateli współczesnych stechnicyzowanych społeczeństw, co uwidacznia się we wszelkich możliwych debatach, np. ostatnio przy wytyczaniu dróg.

Tak ujęte na płaszczyźnie moralnej nasze relacje ze światem przyrody, w odczuciach wielu głęboko myślących ekologów, nie cieszą się zbytnią popularnością. Określenie ekosystemu, gatunku czy też jakiegoś konkretnego zwierzęcia terminem zasoby, najczęściej kojarzone jest z ich instrumentalizacją, uprzedmiotowieniem, czyli sprowadzeniem czegoś, co nie zawsze jest rzeczą do poziomu samej rzeczy. Według wielu etyków środowiskowych takie myślenie może być przykładem niewrażliwości na cierpienia istot pozaludzkich, co prowadzi do usprawiedliwienia nieograniczonej eksploatacji przyrody. Trzeba dodać, iż w filozofii holistycznej czy biocentrycznej, to, co nosi w sobie życie (niekoniecznie musi to być indywiduum, gatunek, może to być np. ekosystem), staje się tym samym podmiotem, ponieważ posiada i stara się realizować swoje interesy, które służą istnieniu we właściwej sobie żywej postaci. W tym przypadku osoba nie stanowi tu kryterium podmiotowości własnego dobra.
Jednak nie wszystkie wypowiedzi Ojca św. będą posiadały tak zaprezentowany antropocentryczny charakter. Znacznie bardziej skuteczny w naszych ludzkich relacjach z przyrodą może okazać się pogląd teocentryczny. Tutaj poszanowanie i troska dla natury, wynikają ostatecznie z istnienia związków jakie zachodzą pomiędzy nią a Stwórcą.

Jedna z konstytucji Soboru Watykańskiego II Gaudium et spes, p. 36, uczy, że wszystkie rzeczy z powodu samego faktu, iż są stworzone przez Boga, posiadają własną trwałość, prawdziwość, dobroć, równocześnie własne prawa i porządek, które człowiek winien uszanować. Podobną myśl znajdujemy w liście Episkopatu Amerykańskiego (1953): Kiedy Bóg używa mocy stwórczej, aby powołać do istnienia jakąkolwiek możliwą rzeczywistość, owa rzeczywistość staje się przez to naznaczona pieczęcią wewnętrznej wartości. Taką godność człowiek dzieli ze zwierzętami i otaczającym go światem materialnym . W psalmie 104 Bóg zdaje się być tym, kto stworzył istoty pozaludzkie dla nich samych. Wyróżnione tu wartości przyrody nie pochodzą z naszego, ludzkiego nadania, co nie oznacza, że człowiek nie jest w stanie ich odczytać i we właściwy dla siebie sposób je określać. Zatem wszelkie składniki przyrody winny być szanowane niekoniecznie ze względu na to, że posiadają wartości, które mogą przysłużyć się pośrednio lub bezpośrednio człowiekowi (np. w sensie gospodarczym, estetycznym, czy nawet kontemplacyjnym). Ta refleksja w istotny sposób ogranicza nasze instrumentalne i przedmiotowe podejście do natury. Podobnie czyni to Ojciec św. w encyklice Redemptor hominis, p. 15, apelując, by człowiek nauczył się dostrzegać inne znaczenia naturalnego środowiska jak te, które służą celom doraźnego zużycia i spożycia.

Innym teocentrycznym uzasadnieniem powinności naszej troski i miłości do natury jest to, że sam Bóg ją miłuje. Jako, że jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, by tą prawdę realizować, winniśmy naśladować miłość Stwórcy do jego stworzenia, mieć w niej swój udział. Ponadto, zgodnie z nauczaniem świętych ksiąg, jest On w swych dziełach przyrodzie realnie obecny (Boża immanencja).

Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia,
niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś,
bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił.
Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał
Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał
Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje,
Panie miłośniku życia.
Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. (Mdr 11, 24-12,1)

W encyklice Sollicitudo rei socialis, p.34, papież stwierdza, iż moralny charakter rozwoju cywilizacji musi brać pod uwagę naturę każdego bytu oraz ich wzajemne powiązanie w uporządkowany system, którą Grecy nazywali kosmosem. Między innymi ze względu na tą wartość, w przekonaniu papieża, nie można bezkarnie używać składników naturalnych, roślin, zwierząt w sposób dowolny, jedynie według własnych potrzeb gospodarczych. Człowiek jest niewątpliwie istotą środowiskową; poprzez swoje ciało zakorzeniony we wszechświecie, związany niezliczonymi więzami i zależnościami z biosferą. Takie uzasadnienie naszych powinności względem bytów ją tworzących, w dużej mierze pokrywa się z etyką holistyczną. Dlatego też trudno jest antagonizować dobro człowieka z dobrem innych bytów przyrody, gdyż jedno tworzy drugie, na zasadzie rozlicznych wzajemnych powiązań w systemie natury. Snując dalej refleksję teologiczną, istnieje jedno tylko dobro, które obejmuje całość dzieła stwórczego Boga.

Pokrewieństwo i wspólnota losów człowieka z innymi stworzeniami. Encyklika Sollicitudo rei socialis, p.29, odwołując się do Księgi Rodzaju, naucza, iż stworzenie pierwszego człowieka zostało symbolicznie przedstawione obrazem, w którym ziemia stanowiła tworzywo do ukształtowania przez Boga fizycznej natury ludzi. Już pierwsze strony tej księgi wyraźnie podkreślają więź człowieka z otaczającą go przyrodą; ciało Adama zostało bowiem utworzone z prochu ziemi, co oznacza, że człowiek nie jest duchem sprowadzonym na ziemię, lecz cząstką tego świata. Pierwszy człowiek został nazwany Adamem, to znaczy istotą z ziemi (hebr. adamah = ziemianin), świat zaś jest pniem z którego on wyrasta jak roślina.

W myśl księgi Koheleta elementem nade wszystko jednoczącym istoty żywe jest posiadanie przez nie tego samego oddechu życia - tej samej życiowej zasady. Wspólne jest też dla człowieka i zwierzęcia pochodzenie z pyłu ziemi i ten sam kres.

Los bowiem synów ludzkich ten sam, co i los zwierząt; los ich jest jeden: jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego, i oddech życia ten sam. W niczym więc człowiek nie przewyższa zwierząt, bo wszystko jest marnością. Wszystko idzie na jedno miejsce: powstało wszystko z prochu i wszystko do prochu znów wraca. Któż pozna, czy siła życiowa synów ludzkich idzie w górę, a siła życiowa zwierząt zstępuje w dół do ziemi (Koh 3,19-21)

Ową siłę życiową inne przekłady biblijne tłumaczą jako duch. A któż wie, że duch synów ludzkich wstępuje w górę a duch bydlęcy, że zstępuje pod ziemię- cyt. wg Biblia Święta, Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa 1966, Ecclesiastes 3.21.

Rzecz ciekawa, że Kartezjusz, który zwierzęta określił jako bezduszne automaty, a całą przyrodę pojmował mechanistycznie o tych słowach wyraził się, że jeśli mają one być dosłownie pojęte, to nie mogą pochodzić ani od Ducha Świętego, ani od proroków, lecz raczej od szaleńca. Jego zdaniem posłużyły one autorowi księgi jako swoisty wybieg taktyczny, analogiczny do metody przyjmowania fałszywej tezy, w celu jej późniejszego obalenia. Taka jednak interpretacja nie wynika z całego kontekstu tej księgi.

Zdaje się, że dominujący wśród wielu wyznawców triumfalizm w ocenie roli człowieka wobec przyrody nie jest do końca zgodny z duchem Biblii, przyczynia się do ugruntowania postaw antropocentrycznych, a tym samym jest szkodliwy dla pozytywnych relacji pomiędzy nami a środowiskiem.

Niestety, najczęściej katolicy oraz ekolodzy-przyrodnicy (oczywiście nie oznacza to, iż jedni nie mogą być też drugimi) biblijne słowa o panowaniu człowieka nad stworzeniami, interpretują jako boskie przyzwolenie do instrumentalnego, a w skrajnych przypadkach nawet do bezwzględnego traktowania przyrody. Innym natomiast trudno się pogodzić z tymi słowami.

Słowo panowanie w Biblii posiada charakter z istoty swej religijny. Pierwszym panem wszystkiego, co istnieje jest Bóg. A przecież boże panowanie jest czymś łaskawym i opiekuńczym. Bóg w tym sensie panuje nad całym stworzeniem, że udziela mu nieustannie istnienia i obdarza je rozmaitym dobrem. Bóg panuje przez dawanie, a nie przez odbieranie, obdarza istnieniem i sensem. Nie ma On nic w sobie z niszczycielstwa. Jeżeli Bóg powołał człowieka do panowania nad stworzeniami (odnosi się to do całej przyrody), oznacza to, że oczekuje od nas, byśmy w miarę naszych możliwości naśladowali Jego własne panowanie. W ten sposób będziemy sobą realizować ideę Bożego obrazu.

W biblijnym opisie rajskiego szczęścia nie ma jakichkolwiek antagonistycznych relacji pomiędzy stworzeniami, nie wyłączając z nich rodzaju ludzkiego. Nie mogło być inaczej. Harmonia stworzenia odzwierciedlała bowiem wewnętrzną doskonałość Stwórcy. Ten jednak stan (harmonia praestabilita), z winy człowieka przestał obowiązywać tak w nim samym, jak i w całej otaczającej go przyrodzie.

Jak uczy nauka Kościoła, istnieje zależność między działaniem człowieka a integralną naturą stworzenia. Sprzeciwiając się Bogu, człowiek wprowadza nieporządek, który niechybnie odbija się na reszcie stworzenia.

Dlatego kraj jest okryty żałobą i więdną wszyscy jego mieszkańcy, zarówno zwierz polny, jak ptactwo powietrzne, a nawet ryby morskie marnieją (Oz 4,3).

Prorok Jeremiasz wyraźnie naucza, że grzech i nieposłuszeństwo ludzkie powoduje cierpienie i straty w świecie przyrody: Dokąd że będzie pogrążona w żałobie ziemia, a trawa na każdym polu wysuszona

Na skutek przewrotności jej mieszkańców wyginęły zwierzęta i ptaki (Jr 12,4).

W tych biblijnych cytatach uwidacznia się nam antyekologiczny wymiar grzechu.

Nasza nowożytna, pokartezjańska świadomość nie może sobie poradzić z przyjęciem religijnej nauki o udziale stworzeń w winie człowieka oraz ich solidarnym uczestniczeniu w jego dalszych dramatycznych losach. Jednak prawdy te, prawie przez nas zapoznane, świadczą o bliskości człowieka z resztą natury, bliskości rozumianej w porządku właściwym religii. Przypomnienie ich i przyjęcie wiarą przyczyni się do bardziej życzliwego i właśnie humanitarnego spojrzenia na wszelkie nieosobowe byty.

Biblijny potop stanowiący karę za nieprawości, swoją zagładą wraz z ludźmi obejmuje świat zwierzęcy (Rdz 6, 17; 9,11). Także przymierze, które Bóg zawarł z Noem, dotyczy nie tylko człowieka, ale i całego żywego stworzenia, czego znakiem jest pojawienie się tęczy. Okazuje się, że rośliny i zwierzęta też są dla Boga godnymi partnerami. Przecież przymierze zawiera się wyłącznie z istotami godnymi jego zawierania.

Boże miłosierdzie nie odnosi się wyłącznie do człowieka, czego dowodem jest fragment jednego z psalmów:

Pan jest dobry dla wszystkich
i Jego miłosierdzie ogarnia wszystkie Jego dzieła. (Ps 145, 9-10)

Jakby odpowiedzą ze strony natury jest uwielbienie dla swego Stwórcy. Nie można więc twierdzić, iż jedynie człowiekowi ta właściwość przysługuje.

Sławić Mnie będą zwierzęta polne,
szakale i strusie,
gdyż na pustyni dostarczę wody
i rzek na pustkowiu (Iz 43, 20)

Rzeczywistość szabatu, dnia poświęconego Panu swym zasięgiem obejmuje również zwierzęta, które dla człowieka wykonują pracę. Podobnie jak nam, należy im się odpoczynek.
(...) , a dnia siódmego zaprzestaniesz pracy, aby odpoczęły twój wół i osioł i odetchnęli syn
twojej niewolnicy i cudzoziemiec (Wj 23, 12) .
W przekazach biblijnych odnaleźć można liczne zalecenia, może nawet przykazania, dotyczące troski, opieki nad zwierzętami. Oto niektóre z nich:

Jeśli spotkasz wołu twego wroga albo jego osła błąkającego się, odprowadź je do niego. Jeśli ujrzysz, że osioł twego wroga upadł pod swoim ciężarem, nie ominiesz, ale razem z
nim przyjdziesz mu z pomocą. (Wj 23, 4-5).

Analogiczne zalecenie jest też w księdze Powtórzonego Prawa 22, 4. Tutaj stanowczo zostaje potępione znęcanie się nad zwierzętami. Oto inne przykłady nakazujące humanitarne i łagodne ich traktowanie przy wykorzystywaniu w pracy:

Nie będziesz orał razem wołem i osłem (Pwt 22,10),
Nie zawiążesz pyska wołowi młócącemu (Pwt 25,4).

Księga Przysłów chwali człowieka, który potrafi rozeznać i respektować naturę zwierząt. Nazywa nieprawym takiego, który ma dla nich okrutne serce:

Prawy uznaje potrzeby swoich bydląt a serce nieprawych okrutne (Prz 12,10).

Nakazuje także troskę o nie, w kontekście nadmiernego przywiązywania wagi do rzeczy materialnych:

Troszcz się o potrzeby zwierząt,
zwracaj uwagę na trzodę;
nie trwa na wieki bogactwo,
ani na pokolenie korona. (Prz 26, 23-24).

Pokrewieństwo, podobne wspólne losy człowieka i pozaludzkiej natury, najpełniejszy swój wyraz uzyskują w historii zbawienia. Bowiem rzeczywistość wcielenia i odkupienia, posiada charakter totalny, o czym szczególnie naucza w Nowym Testamencie św. Paweł.
Wcielenie, czyli wejście Syna Bożego w nasz materialny świat, spowodowało zaistnienie nowej relacji między Bogiem a Jego stworzeniem. Podniosło bowiem wzwyż nie tylko człowieka, lecz także cały kosmos. Ludzkie ciało Chrystusa stanowiło przecież cząstkę materii i ściśle było związane z pozostałą materialną częścią kosmosu.

Jan Paweł II, w czasie Liturgii Słowa w Zamościu, w czerwcu 1999r zwraca uwagę, że Jeżeli (Chrystus) przychodzi na świat, to przychodzi do swojej własności (...), ażeby przywrócić stworzeniu jego pierwotną świętość i godność oraz aby ukazać nam tę szczególną godność natury stworzonej.

Zauważyć tu należy, iż rzadko który chrześcijanin postrzega swoją religię, która przyznaje tak wysoki status składnikom przyrody. Słowa te, zobowiązujące katolików, w dużym stopniu, nie pozwalają na pojmowanie człowieka jako nieskończenie różnego i doskonałego względem natury. Ten fragment papieskiej liturgii jest rzadko rozpatrywany i komentowany.

Nie tylko człowiek został odkupiony krwią przelaną na krzyżu przez Jezusa Chrystusa. Mówią o tym teksty konstytucji Gaudium et spes, p.2, 45. Skoro istnieje pewna solidarność świata i człowieka w winie i karze, o których była wcześniej mowa, musi ona również dotyczyć odkupienia. Konstytucja Lumen gentium, p.48 zauważa, że losy świata są bardzo głęboko związane z człowiekiem i właśnie przez niego świat zdąża do swego celu, by mógł w sposób doskonalszy odnowić się w Chrystusie.

W całej biblijnej tradycji widoczne jest, jak śmierć powiązana jest z grzechem. Jeżeli Chrystus miał złamać władzę grzechu, musiał tym samym zwyciężyć śmierć w przekształcającej chwale swojego zmartwychwstania, w którym Jego cielesny stan, do tej pory uważany za element oddalający od Boga, mógł być przemieniony w pełnię życia w Bogu. Jako, że materialna natura ciała Jezusa była wspólna dla całego stworzenia, to czymś zrozumiałym się staje, że przez Jego zmartwychwstanie nastąpiło odkupienie całego świata.

W Chrystusie kosmos już zaczął uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych (Rz 8, 19-23). Jednak z naszej perspektywy przy końcu wszystkiego, kiedy Chrystus powtórnie przyjdzie na ziemię, rzeczywistość ta uzyska swoje ostateczne dopełnienie. I to jest najbardziej wzniosła godność, jaką świat materialny, a więc i naturalne środowisko mogło uzyskać. Nasza ekologiczna troska o jego zachowanie zyskuje w tym miejscu swoją głęboką religijną motywację.

Wyzbycie się, zanik świadomości perspektywy eschatologicznej, (co ma często miejsce nawet u ludzi zaliczających siebie do wierzących) czyli sprowadzanie istnienia życia ludzkiego jedynie do jego etapu ziemskiej egzystencji, z konieczności musi prowadzić do takiej wizji szczęścia i jego zaspakajania, które mogłoby być osiągalne w ograniczonej doczesnością rzeczywistości. Mamy tu do czynienia z koncepcją szczęścia rozumianego materialnie, to zaś implikuje postawę bardziej mieć niż być, postawę tu i teraz, po mnie choćby potop, mówiąc krótko hedonizm materialistyczny, polegający na niekończącym zaspakajaniu potrzeb materialnych i wszelkich frustracji związanych z ich brakiem. Nie trzeba tu dodawać, jakim kosztem przyrody dokonuje się próba osiągania tak pojętego szczęścia. W tym momencie można mówić o jakimś punkcie stycznym pomiędzy wiarą w rzeczywistość pozadoczesną, a naszym ustosunkowaniem do przyrody.

Koniec wszechrzeczy należy rozumieć jako dramatyczną przemianę wszystkiego tego, co sprzeczne z planem Boga, nie zaś jako unicestwienie materii. Dlatego końca świata nigdy nie należy pojmować jako przemiany w nicość. Myśl o nowym przemienionym stworzeniu, o nowych niebiosach i nowej ziemi według konstytucji soborowej Gaudium et spes, p.2, 39, 48, raczej wzmaga naszą odpowiedzialność za otaczającą nas przyrodę, gdyż wskazuje, że nie tylko człowiek, ale i cały świat będzie miał udział w życiu Bożym. W kontekście tak rozumianego przeznaczenia wszelkich stworzeń, możemy mówić o ich wielkiej wartości, której człowiek przy swym przekształcaniu natury nie może nie dostrzegać.

Stworzenie jako obraz Boży. W przemówieniu do młodzieży w Denver (1993), Jan Paweł II naucza iż, aby mieć życie i mieć je w obfitości, aby przywrócić pierwotną harmonię stworzenia, musimy szanować Boży obraz w każdym stworzeniu, a w sposób szczególny w ludzkim życiu.

Jeśli słowa papieża mieć życie w obfitości odniesiemy do pełni życia, a więc do rzeczywistości eschatonu, to poszanowanie obrazu Bożego w przyrodzie jawi się jako warunek życia wiecznego. Czynienie ładu w naturze z naszej strony jest również naśladowaniem samego Boga w Jego akcie stwórczym, gdyż polegał on właśnie na przekształcaniu chaosu w kosmos w harmonię.

Księga przyrody stanowi drogę do Boga. To piękne sformułowanie jest uzasadnione słowami św. Pawła: od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła (Rz 1,20). Ojciec św. naucza nas, iż jeśli przyjrzymy się światu czystym sercem, także zobaczymy oblicze Boże (por. Mt 5,8). Jezus uczył dostrzegać dłoń Ojca w pięknie lilii polnych oraz ptaków, w rozgwieżdżonej nocy, dojrzałych polach do żniwa. Można więc powiedzieć, że wszystko, co człowieka otacza; cały nieskończony wszechświat, glob ziemski, rośliny, zwierzęta, klimat, stanowi system znaków o istotnej dla nas treści. Stanowi cudowny znak Boga - Jego sakrament. Nie można się więc zgodzić z tymi, którzy widzą w chrześcijaństwie czynnik desakralizujący naturę, który w konsekwencji prowadziłby do jej uprzedmiotowienia.

Wyżej zaprezentowane powiązanie przyrody ze Stwórcą, jak również ukazanie jej uczestnictwa w historii zbawienia, być może najpełniej uzasadnia jej wartość. Jasno widać, iż nie musi ona wynikać z naszego nadawania, ani też nie przesądza o niej racja istnienia naszego gatunku. Jako chrześcijanie, możemy być tego świadomi. Jednak nie zawsze, jak się to często okazuje, ma to swoje odzwierciedlenie w myśleniu i działaniu.

Przemysław Kędzierski

Filmy godne obejrzenia

Kto potrzebuje GMO ?

PSL + PO = GMO